Menu witryny
Strona główna
Aktualności
Archiwum
O szkole
Kółka zinteresowań
Realizowane projekty
Dla rodziców
----------------------
e-Dziennik - logowanie
Poczta - logowanie
Owncloud - logowanie
Stowarzyszenie KFR
----------------------
Nowości
Popularne
BIP

Linki
Mam kota na punkcie mleka
Linki

Linki
Advertisement
Linki
Gościmy
Bociania historia Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu

 


Został z nami na zimę ! Zaopiekujmy się nim!

Bociania historia
Urodziłem się, a poprawniej wyklułem 14 maja tego roku w pięknym gnieździe w miejscowości Dzierzbotki. Nie byłem sam. Miałem jeszcze brata i siostrę. Spędzaliśmy razem szczęśliwe dzieciństwo. Rodzice bardzo o nas troszczyli się. Uwielbiałem przynoszone przez nich dżdżownice, pasikoniki, myszy i żaby. Radosny klekot często rozbrzmiewał z naszego gniazda. Było wesoło i bezpiecznie. 
W czerwcu ,przy naszym gnieździe było trochę zamieszania. Podjechał dźwig, zwieziono nas na ziemię i na nogi pozakładano obrączki. Mnie się trafiła zielona ze znakiem T0447. Nawet mi się podoba :-)
W lipcu z rodzeństwem zaczęliśmy zabawę we fruwanie. Podskakiwaliśmy na gnieździe, machaliśmy skrzydłami. Było fajnie.
Pewnego lipcowego dnia moje rodzeństwo wyfrunęło z gniazda. Ja też chciałem z nimi polecieć. Ale mi się nie udało. Zdziwiłem się bardzo, bo zamiast pofrunąć spadłem z gniazda. Nie wiedziałem co się stało. Pomogli mi się pozbierać gospodarze, u których mieszkaliśmy. Napoili mnie i dali jeść. Mogłem chodzić po podwórku, ale fruwanie mi nie wychodziło. Tęsknie patrzyłem jak fruwa moja rodzina na błękitnym niebie.
Zdziwiłem się , gdy zaczęli mnie dokładnie oglądać. Usłyszałem, że nie wykształciły mi się lotki na skrzydłach i nie będę mógł fruwać. Bardzo się tym zmartwiłem. Poczułem się też wtedy samotny, ponieważ zdałem sobie sprawę , że nie będę mógł odlecieć z rodzicami i rodzeństwem. Pomachałem im na drogę i pomyślałem, że ja na razie muszę tu zostać. Może znów zobaczymy się wiosną.
Gospodarze, dobrzy ludzie pomogli mi się zorganizować do życia w ogrodzie obok domu. Wprowadziłem się do przygotowanego gniazda na ziemi. Nawet jest mi wygodnie. Lubię sobie też dobrze zjeść. Gospodyni przygotowuje dla mnie codziennie porcje rosołową, którą uwielbiam. Mam nawet własną łazienkę , w której myję sobie dziób po jedzeniu. Zrobiło się trochę zimno i złapałem jakieś przeziębienie. Wszyscy bardzo się o mnie troszczyli. Dawali mi nawet jakieś lekarstwo. Nie było dobre, ale cóż było robić, łykałem, bo chcę być zdrowy. Ponieważ robi się coraz chłodniej to wprowadziłem się na zimę do moich sąsiadek gęsi. Razem jakoś jest nam cieplej i raźniej.
Martwię się trochę, czy mnie wykarmią prze całą zimę? Bo przyznam się po cichu, że jestem łakomczuch.
Ach, jeszcze jedno! Nie mam jeszcze imienia. Może jakiś fajne imię wymyślicie dla mnie?
Zmartwiony bociek
Ps. Odwiedzajcie mnie czasem
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »